#108 Co u mnie słychać - Luty

Witam kochanych czytających!♥

Witam Was serdecznie w lutym! Po krótkiej nieobecności w świecie blogowym, chciałam podzielić się z Wami jak co miesiąc, wydarzeniami z mojego życia. 
Styczeń minął mi bardzo przyjemnie, mimo wszelkich infekcji, które przychodziły i odchodziły, udało mi się ten miesiąc zakończyć zdrowo. Na pewno duże znaczenie miało tutaj moje podejście do kilku kwestii, m.in. urozmaicenie diety, o czym wspominałam troszeczkę w poprzednim wpisie, regularne przebywanie na świeżym powietrzu, oraz powrót na siłownię. Postanowiłam również zmniejszyć spożycie kawy, zainwestowałam nawet w ciekawy zamiennik na bazie kakao. Moje samopoczucie zmieniło się o 360 stopni. Mam więcej energii w ciągu dnia, jestem bardziej produktywna (choć nie można zauważyć tego na blogu :D), a także bóle brzucha i odruch wymiotny, który brałam za mini refluks podczas mycia zębów, o dziwo zniknęły. Zaczęłam więcej czasu spędzać w kuchni, postanowiłam poeksperymentować oraz zmienić niektóre nawyki żywieniowe. Jak na razie idzie mi dobrze, do tego dodałam regularne ćwiczenia na siłowni lub w domu, a także spacery. 
W styczniu udało nam się wybrać na weekend do innego miasta, o czym już wspominałam w jednym z wpisów, a także mam za sobą dwie udane imprezy, które również dodały mi pozytywnego kopa. Dziś wieczorem przypadkiem wybieramy się na kolejną. Bardzo podoba mi się odkrywanie nowych rodzajów muzyki oraz poznawanie nowych ludzi, odkrywanie pewnego rodzaju kultury. Można zauważyć różnicę pomiędzy atmosferą na jednej i drugiej imprezie, choć obydwie były bardzo wesołe. Pomału zbliża się karnawał, który w Holandii (przynajmniej w naszej prowincji) jest hucznie świętowany, jednak ja zdecydowałam się pracować w ten właśnie weekend, kiedy wypada karnawał. Trwa od soboty do wtorku, a my właśnie we wtorek wylatujemy do słonecznego Egiptu na krótki urlop, aby doładować akumulatory. Preferuję wyjazdy do innych (najlepiej ciepłych) krajów, niż czterodniowe przebierańce, choć nigdy nie mów nigdy, bo w przyjemnym towarzystwie zawsze warto się zobaczyć.
Pogoda nadal jesienno-zimowa, szaro-bura, z kilkoma dniami słońca od czasu do czasu. Temperatura na plusie, dziś wyjątkowo pada. W pracy i szkole wszystko układa się pomyślnie, w najbliższy piątek mam pierwsze 6 egzaminów w miejscu pracy (czyli pierwsza połowa), w marcu matematyka  w szkole, a także j. niderlandzki podzielony na dwie części. Nie pozostało aż tak wiele, jak się spodziewałam, a żeby nie znudzić się monotonią, we wtorek będę miała pierwszy dzień na innym "oddziale", z inną grupą docelową. Tam będę uczyć się kilku potrzebnych rzeczy, których u nas na naszym oddziale nie ma, m.in. używanie tzw. windy do transferów z łóżka do wózka inwalidzkiego i na odwrót. Jestem osobą, która musi mieć przed sobą wyzwanie, a zauważyłam pewną zależność - średnio co 4 miesiące zaczynam się nudzić. Poznaje kolegów, oddział, podopiecznych, uczę się nowych rzeczy i ... stoję w miejscu. Dlatego też cieszę się, że zostało mi jeszcze tylko pół roku (lub krócej) i skończę szkołę. Jeśli będę chciała, możliwe że będę mogła kontynuować naukę w tym samym kierunku tylko już nieco bardziej obszernie. Czy tak się stanie, tego jeszcze nie wiem. 
Wszystko idzie sobie w miarowym tempie, bez większego stresu, wiadomo czasami dzieją się również mniej przyjemne rzeczy, wczoraj byłam wykończona po ciężkim dniu w pracy, kiedy nie było nawet czasu żeby przez pięć minut usiąść i złapać oddech, o 19.00 wypiłam kawę, czego nigdy normalnie nie robię, ale takie uroki tej pracy. Jednak jest też wiele prawdziwych uroków tej pracy, takich jak wielki smile na twarzy moich podopiecznych, kiedy ponownie mnie widzą, albo gdy szukają mojego towarzystwa, gdy nie wiedzą co ze sobą zrobić, pytanie kiedy znów będę w pracy, bo miło spędzili dziś dzień. Mam nadzieję, że pomału idziemy w stronę wiosny, ja postanowiłam wnieść jej pierwiastek do domu kupując bukiet tulipanów zaraz po tym, gdy wypiłam kubek pysznej herbaty oraz zjadłam przepyszny lunch sama ze sobą w nowo otwartej restauracji  w naszej wiosce. Byłam jej bardzo ciekawa, ponieważ właścicielką jest Polka, która w wieku o ile się nie mylę 14 lat wyjechała do Włoch, a teraz od kilkunastu lat mieszka w Holandii i właśnie w naszej małej wiosce postanowiła otworzyć włoską restaurację. Zupa dyniowa oraz pieczona buratta bardzo mi posmakowały, mimo że nigdy jakoś nie przepadałam za takimi wypadami w pojedynkę, to stwierdziłam, że jest to idealne miejsce, gdzie można przyjemnie wypić herbatę z książką w ręku lub do odrabiania pracy domowej. Nie ma nic złego w pójściu do restauracji, kina, czy gdziekolwiek indziej w pojedynkę. 

Trzymajcie się cieplutko, 
Kasia


Komentarze

  1. Oczywiście, że nie ma nic złego, ja lubię czasem iść sama do kawiarni, teatru czy kina ;) Miłego lutego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko się cieszyć, Kasiu, że wszystko u Ciebie ok i jesteś szczęśliwą osobą.
    Bije z Twoich słów tyle entuzjazmu, radości i zapału, że aż miło... tak trzymaj.
    No i życzę Wam wspaniałego urlopu, nabierzesz jeszcze dodatkowej energii po wygrzaniu się na słonku, a poza tym oliwkowy kolor skóry również pewnie dodatkowo poprawi Ci humor :)
    Uściski dla Ciebie... prosto z serca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, dobrze a nawet bardzo dobrze! Same dobre wiadomości i to cieszy:)
    Plany są,więc nie będzie czasu na nudę a wypady relaksacyjne na pewno się przydadzą:)
    Wszystkiego dobrego Kasiu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, że u Ciebie wszystko w porządku. Zmiany żywieniowe na lepsze na pewno jeszcze nie raz pozytywnie odczujesz. Ja też lubię chodzić do restauracji/kawiarni w pojedynkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana czas spędzony samej ze sobą, jest bardzo cenny! Nadal się tego "uczę", by swobodnie solo chodzić do kina, na kawę i by uznawać, że nie ma nic w tym złego. Cudownie jest czytać, że wprowadzasz zdrowe nawyki. U mnie podobnie: spacery codzienne i ograniczenie kawy. Marzy mi się jej zupełne odstawienie, bo czytałam już o pozytywnych efektach takiego działania (u Ciebie widzę, że również tak jest), ale.... kilka lat temu zaraziłam pasją do kawy mojego ukochanego (a był osobą, która w ogóle nie piła kawy) i teraz bardziej on jest większym smakoszem kawy, niż ja i gdy planuję poprzestać tylko na jednej filiżance dziennie, to jest to obecnie niemożliwe! :D Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze że już lepiej . Sporo się u Ciebie dzieje

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za każdy pozostawiony komentarz dziękuje . ♥
Odpowiadam na Wasze komentarze . ♥
Z chęcią zaglądam na Wasze blogi . ♥
Nie toleruję SPAMU!
Pozdrawiam ciepło , Kasia . ♥

Zajrzyj na FB!

instagram