#105 The Friends Experience Amsterdam

 Witam kochanych czytających! ♥

W ostatnim wpisie wspominałam Wam o zaplanowanych na ten miesiąc wydarzeniach. Jeśli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu, to raczej wiecie, że razem z moim chłopakiem pracujemy regularnie w weekendy i na różne zmiany. Dlatego pierwszy wspólny wolny weekend w tym roku chciałam spędzić w nieco wyjątkowy sposób. Razem z moją przyjaciółką N. jesteśmy fankami serialu "Przyjaciele". Stało się, że wydarzenie "The Friends Experience", czyli inaczej mówiąc scenerie użyte w serialu zostały zrekonstruowane i można było je odwiedzić i przeżyć ciekawą przygodę w nie aż tak dalekim mi Amsterdamie. Nie jest to muzeum, nie jest to miejsce które można odwiedzać kiedy się chce, "wystawa" ta, bo nie wiem jak inaczej mogłabym to nazwać trwała od o ile się nie mylę listopada do dziś 7 stycznia. Wspomniałam mojemu chłopakowi, że bardzo chciałabym to zobaczyć, a że on nie jest fanem tego serialu, ale przez moje oglądanie w kółko od nowa wszystkich sezonów zna już niektóre kwestie na pamięć więc zgodził się mi towarzyszyć. Aby sam też coś z tego miał zaproponowałam, abyśmy zaraz po tym pojechali dalej do jakiegoś większego miasta, którego oboje nie znamy, zjedli coś dobrego, zwiedzili miasto, przenocowali i wrócili następnego dnia do domu. Nasz wybór padł na miasto Zwolle, 160 kilometrów od naszego domu. 



Pamiętacie moje poczynania z 1000 puzzli w zeszłym roku, kiedy brakowało mi jednego, jedynego puzzla? Cóż, już nie płaczę, sama zostałam brakującą częścią układanki na powyższym zdjęciu :) 
Całe zajście uważam za ciekawe, jednak muszę niestety powiedzieć, że nie nacieszyłam się do końca tym przeżyciem. Po pierwsze, dziwne jak już mówiłam jest to poniekąd jak wystawa w muzeum, otwarte tylko w wybrane dni i godziny. My zdecydowaliśmy się na 13:30, całość miała trwać tylko pół godziny. W sumie nic w tym złego, bo przecież aż tak wiele do zwiedzania nie było, ale...
Wyjechaliśmy na czas, ale i tak się spóźniliśmy, bo nie było gdzie zaparkować. Ja już lekko w stresie, ale bez problemu mogliśmy wejść do środka. Musieliśmy tylko poczekać pół godzinki na swoją kolej. W moim odczuciu było to niemalże jak muzeum, przechodzenie od jednego planu do drugiego, gdzie można było zrobić zdjęcia, jednak przy niektórych rekwizytach było to jedynie możliwe poprzez znajdującego się tam fotografa, a zdjęcie otrzymałoby się po zakupieniu. Grupa którą weszliśmy zwiedzać była dość duża i każdy stawał w kolejce do zdjęć - dlatego też te pół godziny wydało mi się nagle mnie gonić. Chciałam po prostu móc przejść się po pokoju Chandlera i Joeyego, ale wchodząc w ten tłum stwierdziłam, że stanę i będę podziwiać wszystko z boku. Plany zdjęciowe są takie małe! A po zrobieniu już zdjęć wydaje się jakby wszystko było właściwych rozmiarów. Na prawdę ciekawe doświadczenie i na prawdę genialny pomysł, ale nie udało mi się nacieszyć tym momentem odpowiednio. W sumie, mogłam była, czemu nie, po prostu brutalnie wejść i po prostu sobie postać na środku pokoju, ale ta kolejka do zdjęć sprawiła, że czułam się jakbym też musiała w niej stać. 


dla mnie nieco za dużo ludzi, ale taki urok weekendowych wypadów

"apartament dziewczyn"

"Central Perk"


zdecydowanie największy plan zdjęciowy i najbardziej klimatyczny 

Wracając do samochodu miałam do siebie nieco żalu, że nie wydobyłam z tego doświadczenia nieco więcej przyjemności, ale starając się pozostać pozytywnie nastawiona, cieszę się że udało mi się coś takiego zobaczyć. Gdyby było więcej przestrzeni pewnie zrobiłabym jakiś materiał filmowy, bo bardzo lubię robić takie rzeczy, ale zostawię Wam tutaj filmik kogoś innego, jeśli jesteście zainteresowani, jak to dokładnie wyglądało. 


Do Zwolle jechaliśmy jeszcze nieco ponad godzinę. Zatrzymaliśmy się w prostym hotelu w samym centrum miasta. Pokój z łazienką i jak się okazało wanną, co mnie bardzo ucieszyło, bo uwielbiam leżeć w wannie, a w domu mamy tylko prysznic. Wygodne łóżko i parking pod oknem, czego chcieć więcej? No tak, blisko do centrum. Centrum okazało się urocze, jak to w Holandii otoczone wodą. Zaczynało już robić się ciemno, ale ja uwielbiam wieczorne spacery. Postanowiliśmy pochodzić po centrum, przekąsić coś, wypić piwko, potem wrócić do hotelu odpocząć, zagrzać się i wrócić na miasto żeby dobrze zjeść. W centrum było restauracji do wyboru do koloru, jednak przepełnione po brzegi, czego się nie spodziewałam. W końcu udało nam się gdzieś znaleźć miejsce, muszę przyznać że obie knajpki gdzie wczoraj zabawialiśmy były na prawdę klimatyczne. Koniec końców zdecydowaliśmy się na tzw. "tappas" , popularne w Hiszpanii chodzenie do knajp i próbowanie różnych przekąsek. Zatrzymaliśmy się w sercu miasta i przez 2,5 godziny podawane nam były różnego rodzaju przystawki. Najbardziej przypadły mi do gustu owoce morza, ryby. Dużo bardziej mi posmakowały niż przystawki mięsne. 

kilka wieczornych ujęć


tutaj zdecydowaliśmy się spędzić wieczór i spróbować tappas

no cóż, chyba nie muszę nic mówić ;) 

Dziś rano zdecydowaliśmy się na powrót do Centrum i wypicia dobrej kawy (uwierzcie mi, nadal nie byłam głodna choć minęło całe 12 godzin!) , podziwialiśmy jeszcze przez chwilę miasto w jego dziennej odsłonie i wczesnym popołudniem wyjechaliśmy do domu. Pogoda dopisała, w końcu przestało padać, fakt było zimno, przymrozek, ale przynajmniej świeciło słońce. Taki jeden dzień pełen wrażeń naładował moje akumulatory przed tygodniem ciężkiej pracy.

Teraz byle do kolejnego wolnego weekendu! ;) 

Znacie serial Przyjaciele? 
Uściski, Kasia 

Komentarze

  1. I to jest właśnie piękne:)
    Wspólny wypad,oderwanie się od codzienności, zmiana miejsca...A przy okazji spełnienie marzenia:)
    I chociaż nie wszystko było jak w planie to i tak całość wypadła rewelacyjnie!
    Teraz z nową energią można zacząć kolejny tydzień:)
    Pozdrawiam cieplutko 😘❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten jeden brakujący puzzel, który uzupełniłaś swoją osobą, podoba mi się zdecydowanie bardziej, niż oryginał :) Fajnie, Kasiu, że miło spędziliście ten Wasz wspólny weekend i uważam, że takie wypady nawet do pobliskich miasteczek, to świetny pomysł. Super te nocne fotki, pełne świateł i - jak widać - jeszcze świątecznych dekoracji. Należy tylko Wam życzyć, żebyście takich chwil mogli mieć dla siebie jak najwięcej. Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Droga Kasiu! Nie wiem czy wstydem jest przyznanie, że nie oglądałam tego serialu. Ale się przyznaję. Jakoś nie ciągnęło mnie. Lubię zwiedzać różne miejsca, jednak przywiązuję wagę do komfortu, a Twoja wycieczka była naszpikowana "przygodami". A wrażenia? Cóż, czasami są jakie są. Za to Zwolle chyba przypadło Ci do gustu, prawda? Też polatałabym po knajpach, by spróbować ichniego jedzonka. Miłe miejsce. Takie wypady to dobra sprawa, bo nie tylko samą pracą człowiek żyje.
    Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie nie jest to wstydem, ja sama poznałam ten serial dopiero w 2020 roku, choć powstał 4 lata przed moimi narodzinami, a teraz nazywam siebie fanką.... To dopiero wstyd 😂

      Usuń
  4. Już na Instagramie podziwiałam Twoją wycieczkę do tego miejsca. Super! Ja co prawda nie oglądałam nigdy tego serialu, ale z pewnością i tak cudownie byłoby się tam znaleźć. :D
    Pozdrawiam serdecznie, Dollka 🍀

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniały wyjazd, nie ma nic piękniejszego jak spełnianie swoich marzeń! Bardzo się cieszę, że wspaniale spędziłaś czas, porobiłaś zdjęcia, będę cudowne pamiątki :) Już nie mogę się doczekać swoich wyjazdów ale to jak już synek podrośnie :) Chcę mu pokazać dużo wspaniałych miejsc! :) Lokalizację z serialu znam, ale tak na prawdę nie widziałam żadnego odcinka od początku do końca :D Głownie dlatego, że rzadko sięgam po seriale. Naprawdę super zdjęcia! Niesamowita relacja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna perspektywa pokazywania swojemu dziecku świata 🥰 życzę wam wielu wspaniałych przygód ❤️

      Usuń
  6. Też uwielbiam Przyjaciół, wiele odcinków znam na pamięć a i tak mogę je oglądać bez końca. Oprócz polskiej wersji oglądałam też hiszpańską, również mnóstwo odcinków po kilka razy. Nieważne w jakim języku, Przyjaciele bawią i wzruszają tak samo.
    Hiszpańskie tapas uwielbiam zatem doskonale rozumiem Twoje zadowolenie :).
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz oglądałam przyjaciół po angielsku z napisami również po angielsku. Jak wielu z nas oglądanie serialu nieco podniosło moje umiejętności angielskiego 😁 ostatnio w Polsce oglądałyśmy razem z moją przyjaciółką kilka odcinków i zorientowałam się, że nie ma napisów ani nic, co mnie ucieszyło, bo bałam się, że mój angielski trochę zniknie, bo tak mało go używam!

      Usuń
  7. Kasiu my z mężem też jesteśmy fanami Przyjaciół. I również znamy wiele cytatów na pamięć, któreś z nas wypowiada jakaś kwestię z serialu przy okazji naszych zwykłych rodzinnych rozmów,to pada potem: " za dużo seriali"😉
    A takie miejsce bardzo chętnie bym zobaczyła. Te wszystkie pomieszczenia w których serial był kręcony,to musi być przeżycie!
    Pomysł na wypad do niezgodnego Wam miasta świetnie brzmi. Można że kolejne miejsce na mapie odwiedzone.
    Serdecznie pozdrawiam 🙂

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za każdy pozostawiony komentarz dziękuje . ♥
Odpowiadam na Wasze komentarze . ♥
Z chęcią zaglądam na Wasze blogi . ♥
Nie toleruję SPAMU!
Pozdrawiam ciepło , Kasia . ♥

Zajrzyj na FB!

instagram